wtorek, 25 lipca 2017

Poprzez mrok i światło walczę o przetrwanie... Tak blisko, cienie i kłamstwa oddzielają nas.



Kiedy przechodziła przez skrzyżowanie Krochmalnej z Żelazną, w powietrzu czuć było deszcz. Zmrużyła oczy, upewniając się, czy dobrze przeczytała nazwę ulicy. Miała wrażenie, że idzie we właściwą  stronę, choć natłok pozornie identycznych budynków nadal przyprawiał ją o dreszcz strachu. Ludzie na chodniku śpieszyli się, jak pędzące dokądś mrówki. Sapnęła nerwowo, ustępując z drogi granatowemu policjantowi. Nie rozumiała, jakim cudem Michał i Dima potrafią gdziekolwiek trafić w tym zbyt głośnym mieście. Zwolniła kroku dopiero przy jednej ze sklepowych witryn. Przyjrzała się wystawie, usiłując uspokoić bijące szybko serce.  Za szybą stały równo rozmieszczone zdjęcia. Spojrzała na twarz drobnej dziewczynki, siedzącej na czymś  między ściankami skromnej, drewnianej ramki. Uśmiechnęła się bezwiednie, gdy przed oczami stanęła jej Wika. Prawie usłyszała jej odległy śmiech. Obraz się zamglił. Zamrugała, próbując pozbyć się łez.  Zacisnęła dłonie. Oparła czoło o zimne szkło. Mimowolnie pomyślała o Annice. W czym jej siostra była gorsza? Dlaczego ta mała Niemka ma wszystko, a Wika… Niemal czuła drobne rączki najmłodszej z Anwardenów, przytrzymujące jej plecy, kiedy tuż przed wyjściem przytuliła ją w nagłym przypływie czułości. Zagryzła wargę.  Chciała wystawić Polakom Anwardena. To była kwestia czasu, wyniesienie czegokolwiek z jego gabinetu nie nastręczyłoby większych trudności. Tłumaczyła sobie, że tak trzeba, że nie może ulegać sentymentom, ale za każdym razem, gdy pomyślała o małej, jej wola oporu słabła. Uciekła spojrzeniem w bok. W wystawnej ramie pysznił się portret jakiegoś szkopa. Ten uśmiech. Oczyma wyobraźni widziała, jak ten mężczyzna kogoś zabija. Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Z obrzydzeniem odsunęła się od szyby. Zawłaszczali sobie wszystko. Jakim prawem?! Wszystko!
Ruszyła w górę ulicy, szybko, tym razem już bez wahania. Musiała dotrzeć na spotkanie na czas. Ta kawiarnia… do centrum nie mogło być bardzo daleko. Bała się,  że nie zdąży, ale brakowało jej odwagi, by pojechać tramwajem. Za dużo Niemców, nawet, jeśli w oddzielnej części wagonu.
Przyśpieszyła.
Gdyby szła wolniej, prawdopodobnie zauważyłaby nietypowe poruszenie wśród przechodniów, a widok zawracającego nagle mężczyzny dałby jej do myślenia. 
Gdyby mieszkała tu dłużej, zareagowałaby wcześniej, niż padły pierwsze okrzyki. 
Łapanka!
Spięła się, znieruchomiała, w panice rozglądając się dookoła.  Otrzeźwił ją dopiero krzyk przebiegającej obok kobiety.
Łapanka, łapanka!
Rzuciła się do ucieczki. Nierówny bruk. 

Serce bijące mocno, boleśnie. 

Wyjeżdżająca z bocznej ulicy ciężarówka.  Ciężkie, poruszające się zbyt wolno stopy. Lepkie powietrze. Jak we śnie. Biegniesz, biegniesz, ale coś cię spowalnia. 
Przejścia już nie ma. Niemieckie wrzaski cię otaczają. Ze strachu zapominasz nawet te kilka słów, które nauczyłaś się rozpoznawać.  Nie wiesz, jak to się dzieje, w jednej chwili jeszcze biegłaś, w następnej stoisz, przyparta do ściany przez pierwszy szereg ludzi, którzy chcą znaleźć się choć kilkanaście centymetrów dalej od Niemców. Rozglądasz się w panice. Szukasz jakiejś wnęki, uchylonego okna, piwnicy… której tu nie ma.
„To koniec”, słyszysz w swojej głowie, a może powtarza to ktoś stojący tuż obok? Drżysz. Jak sparaliżowana, podnosisz ręce w górę. 
Nie wiem, o czym myślisz, gdy ludzie wokół zamierają. Zaciskasz palce na chropawym murze, jakbyś próbowała uchwycić się kogoś, jakbyś trzymała go za ubranie. Po twojej twarzy płyną łzy. Do ostatniej sekundy nie wątpię, że jesteś Polką. Odwracam wzrok, gdy seria rozdziera powietrze. 
Kiedy mam odwagę spojrzeć ponownie, leżysz przygnieciona kimś obcym. Na bruk wypływa czerwona, prawie czarna krew. Gęstnieje w zagłębieniach. Przełykam ślinę, kurczowo zaciskając dłonie na parapecie. Twoje usta poruszają się jeszcze przez chwilę. 
Imię, które wymówiłaś, nim znieruchomiałaś, było niemieckie. 
Zasłaniam okno, nim podejdzie do niego mój syn. Widzę jego zahukany, przestraszony wzrok.
- Mama, czy oni nas też zabiją?
Mam ochotę krzyczeć. Nie potrafię go ochronić, nie mogę nawet sprawić, by nie wiedział, co się dzieje.
- Nas nie – odpowiadam martwo, patrząc na leżącą na biurku męża, podpisaną volkslistę.

_______________________________________________
Odchodzę. 
Na początku, chciałabym Wam wszystkim podziękować. 
Weronice, za zaangażowanie w prowadzenie tego bloga, za świetne pomysły, informacje w bocznej ramce, słowa wsparcia i docenianie każdej mojej inicjatywy. Za wnoszenie niepowtarzalnego klimatu i spokoju, przez który, kiedy odchodzę, jest mi tak straszliwie smutno. Oprócz tego, za tolerowanie mojego braku aktywności i aprobatę dla karkołomnych akcji.  
Matthiasowi za najklimatyczniejszy wątek ze wszystkich, jakie tu prowadziłam oraz za zaangażowanie w event. Za wiarygodne odgrywanie wnerwionego gestapowca, przesłuchania świadków na Uznamie, sprawdzanie maszyny do pisania  (sama na to nie wpadłam) i telefony do Berlina. 
Martinowi za udział w evencie, świetny szpiegowski wątek z Otto i całą unmögliche Mission. 
Michałowi za nieprzewidywalne zwroty akcji w wątkach, a Cesare’owi za bycie przyjacielem najbardziej ślepego idioty, jakiego dało się stworzyć. 
Curtowi za akcję z przesłuchaniem, o której wieści rozeszły się na inne wątki. 
Antoninie za współtworzenie klimatu bloga i pomoc Weronice w adminowaniu. 
Artemijowi za świetną postać i inicjatywę odnośnie wątku. Szkoda, że w końcu niczego nie napisaliśmy.

Żałuję, że was opuszczam, ale nie jestem w stanie pogodzić pisania tutaj z innymi zajęciami, czego dowodem były ostatnie miesiące. Postarałam się tak zakończyć historię swojej postaci, by dać wam pole do wymyślania następnych wydarzeń. W założeniu opisana w tekście egzekucja miała być odwetem za akcję partyzancką. Wszyscy moi  poboczni są „do wzięcia”, w razie potrzeby możecie nimi kierować. Jeśli chodzi o event – jeżeli Weronika wyrazi zgodę, poprowadzę jego ostatnią część. Na razie nie wiem, w jakim terminie mogłabym to zrobić, bo nawarstwiło mi się kilka planowanych wyjazdów. Prawdopodobnie w grę wchodzi dopiero wrzesień.
Przepraszam wszystkich, z którymi  urwałam wątki lub ustalenia. 

Jekaterina

piątek, 23 czerwca 2017

Obwieszczenie #4: Wakacje i ważne sprawy dotyczące eventu.

Uszanowanko, serwus wszystkim!



Zbliżają się wakacje, czas błogiej laby, odprężenia wątkowego, opalenizny i szczęścia, które sprzyja lodożercom. ;) Postanowiłam z tego powodu zacząć od paru ogłoszeń, a potem opowiedzieć Wam, jak spędzało się wakacje w czasie wojny. 
Przejdźmy więc do ogłoszeń parafialnych.
  • Po pierwsze i najważniejsze: od 29 czerwca do 15 lipca nie ma mnie w internetach i na blogu, gdyż wyjeżdżam razem z autorem Matthiasa w podróż. W związku z tym powierzę bloga Oxenie, tzn. Antonii, i do niej kierujcie się z ważnymi sprawami. Liczę na was, Frau Kapitan! 
  • Po drugie: jak zauważyliście, zrobiłam ostatnio porządki. Dołączył też nowy autor, co bardzo mnie cieszy! Miło widzieć, że żyjemy i nie umieramy. 
  • Po trzecie: w wyniku ustaleń z Nefryt, organizatorką i pomysłodawczynią eventu, trzeci i ostatni etap Wyspy Cieni odbędzie się już całkiem niedługo - przewidywane są różne terminy, acz sztab dowódczy generalnie myśli o drugiej połowie lipca i o miesiącu sierpniu. Szczegóły zostaną niedługo dopracowane i podane, proszę więc wszystkich zaangażowanych w event o odpowiedź na pytanie: czy macie aktualne e-maile i numery gg? Dajcie też znać, jak stoicie wtedy z czasem.  Jest to niezwykle ważne z powodów technicznych - może się zdarzyć, że blogger nawali i będzie konieczne zorganizowanie sesji na Gadu Gadu. Ponieważ autorka Alexandra von Stauffenberga odeszła z bloga i zadeklarowała, że nie będzie uczestniczyć w evencie, przejmuję jej postać jako NPC - jest to ważne zwłaszcza dla tych postaci, które ją znały fabularnie. W razie czego bądźcie pewni, że spokojnie możecie nią operować...w granicach rozsądku, rzecz jasna. 
  • No i po czwarte: zmiana szablonu i zwiastunu zbliża się wielkimi krokami. Poważnie rozglądam się za kimś, kto nam to wykona, nie zdziwcie się więc, gdy któregoś pięknego dnia zmieni się nam kolorystyka i styl. Jeżeli macie jakieś swoje sugestie odnośnie tego, co mogłoby się tam znaleźć, śmiało krzyczcie!
  • Po piąte i ostatnie już, słowo: niedługo może pojawić się lista obecności! 
Das ist alles, obiecuję! No to przejdźmy teraz do ciekawszych rzeczy...

Jak spędzało się wakacje w czasie wojny? Otóż różnie. Można było wyjechać np. na wieś pod miastem, zatrzymać się u młynarza, czytać książki, opalać się, pływać w chłodnej wodzie  - słowem, korzystać z różnych przyjemności wakacji pod chmurką; można było też zawsze pozostać w mieście i odwiedzać znajomych, można też było, unikając Niemców, zbierać się gdzieś w lesie na radosnych piknikach.  Niestety, nie zawsze było tak różowo i wesoło - wszechobecna okupacja dawała o sobie znać. Kursowały pociągi wywożące Żydów do obozów, Niemcy urządzali swego rodzaju łapanki na wsiach  (np. scena polowania na ludzi w Garbatce i sąsiednich wsiach, opisana w "Pokoleniu Teresy", kiedy główna bohaterka i jej matka ratują uciekającego chłopaka, ukrywając go u siebie w domu). 
A jeszcze wcześniej? 


Tak się plażowało w Sopocie w 1910 roku :)
(źródło: trojmiasto.pl )


Pozdrawiam ciepło i życzę przyjemnych wakacji,
Generalna Gubernator Minami Lady