poniedziałek, 2 listopada 2015

Pamiętnik Zwykłego Obywatela

1 lipca 1939 rok
Nareszcie nastały wakacje. Świadectwa rozdane, szkoła pożegnana. W przyszłym roku szkolnym czeka mnie matura. Na razie jednak tym się nie przejmuję. Aktualnie jestem przyszykowany do wyjazdu. Jadę razem ze Stefanem i Elżunią do Warszawy. Do ciotki Anny, siostry mojej mamy. Ta sądzi, że to jest odpowiedni czas, aby zobaczyć coś poza Gdańskiem. Podobno tam jest pięknie. Zobaczę, kiedy tylko dojadę na miejsce. Mama ma dojechać tydzień później. Kiedy ojciec wyjedzie do sztabu. 

Sierpień 1939 rok
Z radia i prasy napływają co rusz niepokojące wieści. Że niby wojna ma jakaś być. Że Hitler się zbroi, Stalin też. Ludzie na coś czekają. Nie wiedzą jeszcze na co, ale tak jest. Mama chodzi cały czas poddenerwowana. Przedłużyli ojcu manewry wojskowe. Tęsknię za nim. 
Przyszedł Julek. Ostatnio z nim chodzimy do Warszawianki, aby pograć w nożną. Ile radości może przynieść ganianie za piłką i kopanie jej do bramki przeciwnika! Dostaliśmy, to znaczy się ja, Julek i Stefan zaproszenie na strzelnicę. W Gdańsku kilka razy byłem w takim miejscu z ojcem. Pamiętam, jak pierwszy raz strzelałem. Nie było najgorzej, a z każdym kolejnym razem szło co raz lepiej. 

1 września 1939 rok
Niemcy zaatakowali o 4:45. Tak podało Polskie Radio. Chcieliśmy wrócić do domu, ale ruch jest sparaliżowany. Wiadomo już, że ojciec szybko nie wróci. Starsi koledzy mówią, że wojna nie potrwa długo. Że skopią szkopom tyłki i wrócą do siebie z podkulonym ogonem. W każdym bądź razie razem ze Stefanem zasililiśmy drużynę harcerską, gdzie przyjęto nas całkiem dobrze. Na razie nie powiedzieliśmy nic o tym mamie. I tak ma już dużo na głowie. Tym bardziej, że Ela zachorowała. Pani Makowiecka zdobyła dla niej lekarstwa. Może to pomoże. 

17 września 1939 rok
Najpierw Niemcy, teraz Sowieci zaatakowali. Wszyscy liczyli na cud w postaci pomocy z zachodu, ale się przeliczyli. Ojca gdzieś wywieźli. Dzisiaj dostaliśmy list od jego znajomego, któremu udało się wrócić do Warszawy. Tata jest cały, ale pisze, że skarży się na bóle żołądka. Mama płacze w poduszkę, lamentuje. Stefan stara się ją jakoś pocieszyć, ale na nic to się zdaje. 
Ciotka Anna proponuje jej, aby wyjechała do Platerowa, do jej koleżanki. Waha się, ale ja wiem, że zostanę tutaj. Razem ze Stefkiem jesteśmy potrzebni w stolicy. 

Grudzień 1939 rok
Mamę wywieźli do III Rzeszy do obozu pracy. Złapali ją podczas łapanki. Elżuni udało się uciec i stąd wiemy. Trudno stwierdzić kiedy wróci. Na razie siedzimy u ciotki Anki. Do Gdańska nie ma po co wracać. Z listu Filipowa wynika, że nasze mieszkanie zajęli jacyś niemieccy żołnierze. Niech ich diabli wezmą. 
Co rusz dostajemy nowe meldunki. Czasami chodzę z ulotkami. Czasami razem z innymi malujemy na ścianach. Trzeba podnieść naród. 

13 Kwiecień 1940 rok
Ostatnio przytłaczają mnie same złe wieści. Ela znowu chora, Stefka torturują na Szucha. Wiem, bo jakaś kobieta widziała. Ciotka przyjęła pod dach jakiegoś Niemca. Nie lubię go. On chyba mnie też nie. Ciocia chyba też nie przepada za nim. Wróg próbuje przebić się w łaski Elżuni czekoladą. No jego niedoczekanie!
W każdym bądź razie swoją ulotkową działalność przeniosłem do Ernesta. Od ojca żadnych wieści nie było aż od grudnia. Przeczuwam najgorsze. Mama podobno niedługo wróci. Być może wyjedziemy. Dokąd? Tego jeszcze nie wiem. Ciągle rozmyślam, jak wyciągnąć Stefana. Bez niego nigdzie się nie ruszę. 

21 kwiecień 1940 rok
Hans próbuje wkupić się w moje łaski. Tyle, że nie czekoladą. Zaproponował pomoc w uwolnieniu Stefana. Sam nie wiem co robić. Z jednej strony chcę odzyskać brata. Z drugiej- współpraca z wrogiem niezbyt mi się uśmiecha. 

Czerwiec 1940 rok
Razem z chłopakami wytłukliśmy szyby w zakładzie fotograficznym. Nie żeby za darmo to było, to całe tłuczenie. Co to, to nie. Właściciel wystawiał zdjęcia niemieckich oficerów. Chciał się chyba im przypodobać. Nie uszło mu to, jak widać, na sucho. 

Sierpień 1940 rok
Kilka dni temu złapali mnie podczas łapanki. Jednak nie na długo. Kiedy tylko samochód z ludźmi w środku ruszył, wiedziałem, że nie ma na co czekać. W transporcie byli i mężczyźni, i kobiety. Dorośli i dzieci. Starzy i młodzi. Zdrowi i chorzy. A wśród nich ja. Razem z jakimś facetem wybiliśmy dziurę w drewnianym podwoziu i hyc w dziurę. Inni chyba poszli za naszym przykładem. Niemców chyba rozzłościł ten fakt. Kilka ulic dalej dało się słyszeć strzały. Pewnie znowu kogoś ubili. 
Kiedy ten koszmar się skończy?

Październik 1940 rok
Mama wróciła do nas. Nie wyglądała zbyt dobrze. Opowiadała o koszmarze tam. Opowiadała też o jakichś innych obozach. Takich dużo gorszych. Podsłuchała rozmowę dwóch szwabów. Jest coraz gorzej. Końca tej popieprzonej wojny, jak nie widać, tak nie widać. 

Styczeń 1941 rok
Jest mi źle, i zimno, i chłodno, i tęskno za domem. Siedzę poobijany na Szucha. Pytają mnie o coś, a ja milczę. Kolejny raz opuszczam przesłuchanie z rozbitą głową. Nie mogę wyjawić tajemnic. Już lepiej zabić, nie wyjawić. Pielęgniarka była miła. Dała mi cyjanek w małej ampułce. Na razie nie zamierzam umierać. Ale gdyby robiło się nie za ciekawie...

1 marzec 1941 rok
Jedni przychodzą, drudzy odchodzą, a ja tutaj nadal tkwię. W ciemnym, szarym pomieszczeniu. W tej samej zakrwawionej koszuli. Tyle, że ta jest coraz bardziej pokryta krwią. Chciałbym przeczytać książkę. Najlepiej coś Sienkiewicza. Lubiłem czytać Heńka, dzieje Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego, czy Kmicica. Ale to było zanim tutaj trafiłem. 

14 marzec 1941 rok
Wyszedłem w końcu. Znaczy się nie tak do końca wyszedłem. Wieźli mnie do szpitala. Jakiś oficer, lekarz i pielęgniarka. Ukradłem oficerowi pistolet, kiedy ten pochylił się nade mną. Strzeliłem trzy razy. Trzy trupy na miejscu. Czułem się z tym okropnie. Nadal jest mi źle z tego powodu. Nie mogę spać po nocach. 
Ale teraz jesteśmy razem. Ja, mama, Stefan i Elżunia. 
Jak tylko będzie lepiej idę na akcję. Na razie nie wiem jeszcze jaką, ale wiem, że to zrobię. 

Maj 1941 rok
W końcu doszedłem do siebie. Musiałem wyzdrowieć po "atrakcjach" zafundowanych przez SSmanów. Nareszcie porzuciłem kule. Doktor Kleczkowski mówił, że powinienem uważać bardziej na siebie. A przynajmniej na nogi, które miałem kilkakrotnie połamane. Niemiec wyjechał od ciotki Anny. Zostawił jej sporo potrzebnych rzeczy. W sumie to nawet i dobrze, że wyjechał. Od początku nie darzyliśmy siebie sympatią. 

13 Czerwiec 1941 rok
Dzisiaj ze Stefkiem wysadziliśmy most. Znaczy się- ja wysadziłem, on instruował i sprawdzał, czy nikt nie zbliża się do miejsca. Razem z mostem w powietrze wyleciał czołg. Niemiecki Tygrys. Sądzę, że lubię wysadzać różne rzeczy w powietrze. Chyba powinienem robić to częściej. Jeżeli tylko dynamitu będę miał. Kabum! Trach! 

15 lipca 1941 rok
Uratowałem młodą żydówkę z getta. Udało jej się przedostać na naszą stronę. Chwilowo ukrywamy ją razem z Ernestem w piwnicy u jego dziadków. Ernest mówi, że tutaj jest niebezpiecznie, więc trzeba poszukać czegoś lepszego. Na razie uczę ją różnych modlitw, aby się nikt nie skapnął. Trzeba będzie skołować dla niej dokumenty. Tym zajął się już Julek. Julek przyjechał niedawno z obozu pracy. Owocnie wcielał w życie pPp. 

29 lipca 1941 rok
Żydówka wyjechała do Gdyni. Filipow pomógł nam znaleźć mieszkanie i zameldowanie dla niej. Filipow, mimo iż ruski, to swój chłop jest. Nie popiera reżimu. Ani tego sowieckiego, ani niemieckiego. Podobno ma przyjechać do Warszawy. 

25 sierpnia 1941 rok
Niemcy robią rewizję w sąsiedniej kamienicy. Ostatnio dzieje się to coraz częściej. Wszystko bardziej wartościowe wywieźliśmy z domu. Pamiętnika też będę musiał się pozbyć. Za dużo nazwisk i adresów. Nie chcę, aby ktoś miał wpaść przeze mnie. 
Mamę znowu zabrali. Nie ma kobieta szczęścia. 
Stefek mówi, aby zakopał gdzieś głęboko notes. Obrałem już miejsce tuż przy wyjeździe z Warszawy, pod lasem. Stoi tam taki charakterystyczny słup. 

31 sierpnia 1941 rok
Dostaliśmy list od ojca. Po takim czasie oczekiwania, kiedy człowiek już stracił nadzieję. Wraca z Riazania do Polski. To już jest ostatni zapisek w pamiętniku. Przynajmniej w tym. Siedzę w samochodzie u "Hetmana". On też ma co nieco do ukrycia. Jakieś obrazy i rzeźby. Podobno jest już tam wykopany dół. Na tyle głęboki, że powinno starczyć. Po wojnie, jeżeli przeżyję, wykopię pamiętnik i przekażę go. Nie wiem jeszcze komu, ale na pewno będzie to ktoś, kto zrobi z tego dobry użytek. 
Jeśli przeżyję wojnę to zostanę aktorem. I tak mi dopomóż Bóg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz