środa, 17 lutego 2016

AKT I : Kurier z Zachodu

Słowem wstępu: zdecydowałyśmy się z drugą adminką na pewne...zmiany. Jeśli chodzi o fabułę, będzie to wyglądało tak - co jakiś czas pojawiać się będą akty, czyli większe lub mniejsze eventy. Czas między jednym a drugim wydarzeniem będzie określany jako epeisodion. W trakcie tegoż epeisodionu prowadzicie wątki, jakie tylko chcecie, ale gdy nadejdzie jakiś akt, miło by było, gdybyście odegrali w nim swoje role i tym samym nawiązali do tego jakoś w wątkach. Oczywiście nie jest to wymóg, a jedynie propozycja.
A więc zarys fabuły: AKT I - epeisodion - AKT II - epeisodion - AKT III - epeisodion - AKT IV - epeisodion - AKT V i koniec linii fabularnej.  Jeśli coś będzie niejasne, proszę pytać, nie gryziemy. 



Niedawno utworzona Armia Krajowa kontynuuje swoją niepodległościową działalność. Związek Odwetu nie próżnuje, "Kedyw" i "Wachlarz" też nie narzekają na brak zajęcia. Śmierć ministra Todta, spowodowana wypadkiem lotniczym, wbrew obawom dowództwa nie wywołała szczególnych represji. Niestety, nowa organizacja ma także zmartwienia: w jej szeregach mogą znajdować się potencjalni zdrajcy donoszący Niemcom, a NSZ nie ma zamiaru skłaniać się ku jakiejkolwiek współpracy - "my z szarlatanami pracować nie będziemy!" Ceny ostatnio spadły, ba - na rynku pojawiły się nawet nowe towary ze wsi, które zwykli mieszkańcy wykupują z ulgą. Śnieg, choć nadal jest go wiele, nie zakłóca już komunikacji. Spokój i idylla, wydawałoby się...Ale czy tak jest na pewno? O tym przekonają się zarówno Polacy, pogrążeni w nowych planach konspiracji, wywożeni i maltretowani na każdym kroku Żydzi, jak i dumni panowie świata, Niemcy...
17 lutego 1942 roku, Warschau
W siedzibie dowództwa Abwehry pojawia się tajemnicza kobieta w futrze z norek, przedstawiająca się jako Regine von Malzahn, żona pułkownika Malzahna. Przekazuje ona zaszyfrowany dokument sekretarce, prosząc, by oddać to "osobie kompetentnej i aryjskiej" i wychodzi z budynku. Sześć kwadransów później ciało pułkownikowej Malzahn zostaje znalezione w jej kamienicy przy Ackerstrasse 8. Czy to samobójstwo?
Dokładnie o tej samej godzinie  polski oficer nazwiskiem Rychert zostaje wezwany do mieszkania w Alejach Jerozolimskich. Osoba, która do niego telefonowała, powołała się na nazwisko niejakiego Marcina Potockiego, twierdząc, że przysłał on jakiegoś kuriera z Zachodu właśnie pod ten adres. Problem polega na tym, że ani major Potocki, ani osoby powiązane z Kedywem, ani nawet łączniczki nie wiedzą o niczym, mieszkanie zaś jest absolutnie puste. Ponieważ pan Rychert zdołał bezpiecznie powrócić do domu, a tajemniczy telefon - o ile udało się ustalić - został wykonany z okolic Forstrasse, dowództwo AK i NSZ powierza rozwiązanie tej sprawy kilku kompetentnym i rozsądnym osobom z talentem do rozwiązywania kłopotliwych spraw...


To, jak nawiążecie do powyższych informacji, to już tylko i wyłącznie Wasza fantazja. Pamiętajcie jednak, żeby trzymać się wytycznych i niczego nie zakładać z góry. Osoby chętne do odegrania roli muszą najpierw dodać kartę, żeby wziąć w nim udział! 
Miłej gry,
Reżyser teatru 

21 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie, cudownie. Z powodu jednej kobiety i koperty i ciała tejże kobiety od koperty, cała Abwehra i całe Gestapo lata jak kot z pęcherzem. Jeszcze muszę być na jakiejś pierdolonej schadzce dotyczącej tajemniczej śmierci pułkownikowej Malzahn. Pewnym krokiem wszedłem do gabinetu pułkownika Haeftena. Pominę fakt, że spóźniłem się o pięć minut. Kto tam był? Wernitz, Anwarden, Kehl, Alexander Stauffenberg, jakiś dupek z Gestapo, kolejny Gestapowiec i jeszcze jeden wysoki facet w mundurze Wehrmachtu.
    - Cieszę się, że kapitan zaszczycił nas swoją obecnością.- powiedział Haeften. Dlaczego on jest moim przełożonym i dlaczego u niego w gabinecie ta cała szopka musi być? Przecież jest większym debilem ode mnie. Wywróciłem oczami i stanąłem na samym końcu obok Wernitza. Wolałem, żeby inni nie wiedzieli, że jestem pod wpływem Pervitinu, o czym świadczyły zwężone źrenice.
    - Hermann co to za facet w mundurze Wehrmachtu? Ten najwyższy z całego towarzystwa?- zapytałem
    - Otto von Wartenburg. Był w SS ale przeniesiono go znowu do Wehrmachtu. A dlaczego pytasz?
    - Wydawało mi się, że go znam.
    Ludzieee... Ile można pieprzyć bez sensu o jednej sprawie, w której nic nie wiemy? Mam lepsze rzeczy do roboty, muszę na przykład dowiedzieć się, kto dzwonił do Rycherta i powołał się na moje nazwisko. Jaki miał w tym cel? Muszę porozmawiać z Weroniką i Michałem, może oni coś będą więcej wiedzieć. Ciekawe czy bardzo widać po mnie, że nie słucham? Pervitin miał mnie pobudzić...widocznie zanudzanie Haeftena jest silniejsze niż narkotyk. Zaraz zasnę na stojąco, a jeszcze każdy bez wyjątku palił, przez co dymu było więcej niż powietrza.
    - A tak właściwie to wiemy coś więcej? Oprócz tego, że przyszła kobieta podająca się za żonę pułkownika von Malzahn dała kopertę i wyszła, a później znaleziono ją martwą. Bo na razie to mamy pytania bez odpowiedzi.-powiedziałem niespodziewanie. Wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie. No co? Pytanie jak pytanie.

    Martin

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień zaczal się nader spokojnie. No o ile można było tak nazwać pozostawienie kilkoro rozbrykanych dzieciaków pod moimi skrzydłami. Dzieci robiły co chciały, bo mi raczej trudno było za nimi ganiac. Nim doszedlem do jednego pokoju to one były już w kolejnym. Szlag by to trafił i krew nagła zalała.
    Dochodzil wieczór, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Dokustykalem się do drzwi. Byłem trochę zaskoczony. W progu stała Weronika i Martin. Dzisiaj ich się nie spodziewalem szczerze dowiedziawszy.
    Mieli dosyć grobowe miny. Jakby ktoś ważny zmarł. Gestem ręki zaprosilem ich do srodka.
    - Coś się stało? - Zapytalem niepewnie. Dzieciaki, jeden przez drugiego zagladaly i przygladaly się gościom. Szybko poprosilem aby zmykaly do drugiego pokoju. Jeszcze tylko zawrocilem Ele, która p4obowala coś przemycić tam do nich.
    - Elżbieta... Szklanki będą bezpieczne w kuchni. - Powiedziałem.
    - Ale... Uh. No dobra.
    Odlozyla i poszła do reszty.
    - Mała ma fazę na zabawe w podsłuchiwanie. - Wyjasnikem im. - Więc o co chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  4. To było dla niego dosyć dziwne. Najpierw niby to samobójstwo pułkownikowej. Później ten telefon do Potockiego. Niby dwie różne sprawy. Jedyne co je na pierwszy rzut oka łączyło to dzień i miejsce. Nawet przez myśl przeszło to, że mogłaby to być czysta prowokacja. Ale szybko wykluczył tą opcję.
    Swoje uczestnictwo w tym spotkaniu uważał za zbyteczne. Nie widział tutaj dla siebie miejsca w tym przedsięwzięciu. Ale został tu wezwany, więc musiał przyjść. Inaczej ktoś mógłby sobie coś pomyśleć o nim. Niekoniecznie mu przychylnego, a raczej o czymś, co mogłoby mu tylko przysporzyć sporo niepotrzebnych kłopotów. To takie męczące.
    - Na razie mamy same niewiadome- stwierdził blondyn.

    OdpowiedzUsuń
  5. (Troszkę zamieszaliście, ale uznajmy, że Weronika przyszła sama do Michała, w spotkaniu uczestniczą zaś Martin, Alexander, Otto i Matthias x.x )

    Skoro Elżbieta już poszła, to "Joanna" mogła przejść do rzeczy. Weszła, uśmiechając się niepewnie; na sobie miała wciąż ubiór codzienny. Spłowiała ciemnoniebieska suknia, czarny kapelusz, za duży na nią brunatny prochowiec jeszcze po ojcu, do tego torebka - cóż, wojna nie oszczędzała nikogo. Biżuterii (oprócz obrączki) Weronika nie nosiła żadnej, wszystko przyszło jej bowiem ukryć albo sprzedać. Od czasu narodzin syna musiała mieć nieco więcej pieniędzy w zanadrzu niż zwykle...
    -Tę samą fazę miałyśmy z siostrą w dzieciństwie-uśmiechnęła się lekko. Szybko jednak spoważniała. Przysłano ją tu z wiadomością, a nie na plotki.
    -Zamordowano Regine von Malzahn, żonę pułkownika. W tym samym czasie zwabiono Rycherta, podporucznika Rycherta do mieszkania na Alejach. Miał tam być kurier, niby od Martina, ale oczywiście ani Martin, ani dowództwo nic o tym nie wiedzą. Myślisz, że zabójstwo tej kobiety i nibykurier łączą się ze sobą?-zastanowiła się głośno. Jej jasna twarz i schludnie zaczesane włosy dobrze licowały z półtonami brudnożółtego światła padającego przez jedno z okien. Ciekawe, czy Rommel wiedział o wszystkim? Czy to kolejna prowokacja wywiadu? A może...
    -Martin ma spotkanie z tymi od Abwehry i gestapo, zobaczymy, co mu powiedzą. Na razie mam tu na niego poczekać-westchnęła z wyraźnym zmęczeniem. Blade wargi miała już lekko spierzchnięte, rumieniec też nie wyglądał najlepiej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś ktoś mówił...? A tak, Rommel oczywiście się wymądrza, choć faktem jest, że o tej całej sprawie nic nie wiemy. Nic to i tak za dużo powiedziane...
    -Dzwonili z Forstrasse 18, tyle wiemy. Osoba dzwoniąca skorzystała z budki telefonicznej stojącej blisko jakichś tam domów-poprawiam mundur, ziewając przeraźliwie. Dobrze chociaż, że Haeften na razie siedzi cicho. -Pracuję nad rozkodowaniem tego dokumentu, wydaje się, że to list pożegnalny połączony z jakimś raportem. Na razie jednak nie mam zbyt wiele do powiedzenia. To na pewno była samq pułkownikowa, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Jak chcesz, możesz pomóc w śledztwie- o ile ten ćpun jest w stanie myśleć logicznie po tym swoim Pervitinie. Patrzę na resztę zebranych.
    -Jakieś pomysły, Kehl, Wartenburg?

    OdpowiedzUsuń
  7. Na początku czuł się zażenowany całą sytuacją. Nie znał połowy spośród tych ludzi, a jeśli nawet wcześniej widział któregoś z oficerów, to tylko przelotnie. Od dłuższego czasu miał kontakt tylko z Kehlem, a i jego postawy nie był pewien. W czasie, kiedy był w SS, nastawienie dowódcy, tak do niego, jak do spraw Rzeszy, mogło się zmienić.
    Samo wezwanie wydawało mu się irracjonalne. Nie wiedział przecież niczego, co mogłoby pomóc w rozwikłaniu sprawy. Był nieomal szeregowym żołnierzem, a takich nie wtajemnicza się w szczegóły operacji. Tacy mają wykonać rozkaz, nic więcej. Dlaczego więc..? Myślą, że jednak coś wiem? Bez sensu. Mimo to nie opuszczało go nieprzyjemne przeczucie, że w tym pozornym chaosie jest reguła, a oni wszyscy właśnie dali się wprowadzić na scenę, nad którą już pochylają się animatorzy, gotowi pociągać za niewidzialne sznurki.
    Cierpliwie ignorował senność napływającą do jego umysłu wraz z monotonnym wywodem pułkownika. Skup się, napominał się w duchu. To jest ważne. Gdyby nie było, nie wezwałby nas. Nie tak nagle .
    Czyli Anwarden był pewien tożsamości tej Malzahn. Dobrze, że chociaż tyle… choć jeden pewnik.
    - Czy ktokolwiek obejrzał dokładnie miejsce, w którym znaleziono ciało? Niezależnie od tego, czy zabiła się sama, czy ktoś jej pomógł, tam powinno być mnóstwo śladów. Jak zginęła? W mieszkaniu był porządek, czy bałagan? Wreszcie: gdzie mieszkała? Tam, czy gdzieś indziej? – Zastanawiał się przez chwilę. Coś nie dawało mu spokoju. – Ten ktoś, dzwoniący z budki. Ktoś go widział?

    ~ Otto von Wartenburg

    OdpowiedzUsuń
  8. - No to już coś mamy.- powiedziałem patrząc po zebranych.- W pewnym sensie, oczywiście.- przejąłem pałeczkę dowodzenia. To chyba najgłupszy pomysł na jaki mogłem wpaść w tej chwili, przecież nawet nie rzuciłem okiem na akta.
    - Anwarden wspominał o zaszyfrowanym liście. To oczywiste, że musimy to jak najszybciej rozszyfrować. Była mowa też o anonimie, możemy przypuścić, że to dzwonił morderca.- zrobiłem przerwę i rozejrzałem się po zebranych.
    - Po co morderca miałby dzwonić? To przecież nie ma w sobie nic z logiki. Twoja teoria Rommel jest.. nie trafiona.- mruknął Haeften
    - Wręcz przeciwnie. Musiał od dłuższego czasu obserwować pułkownikową, co za tym idzie znał jej przyzwyczajenia, więc w momencie kiedy zdecydowała się odwiedzić nasze skromne progi stwierdził, że coś jest nie tak i postanowił się jej pozbyć. Idąc tym tropem denatka musiała coś wiedzieć, coś co zagrażało mordercy. I część tej wiedzy przekazała nam w tym liście.- na chwilę zatrzymałem się. Chciałem żeby do wszystkich dotarło to co powiedziałem.
    - Wiem, że mieszkanie zostało zaplombowane. Chyba nikt z obecnych nie widział mieszkania. Moja propozycja brzmi następująco: ja i Anwarden pojedziemy do mieszkania denatki i przeszukamy je pod każdym kątem.
    - Dlaczego ty i Anwarden?- zapytał Wernitz
    - Ponieważ mam doświadczenie "ślusarskie", a Anwarden próbuje rozszyfrować list, więc będzie mógł przeszukać mieszkanie pod kątem książki, z której pismo zostało zaszyfrowane. Przy okazji, że trochę znam polski to porozmawiam sobie z dozorcą.- wyjaśniłem- A reszta może dowiedzieć się z kim denatka utrzymywała kontakty, coś o jej zwyczajach i należałoby też zobaczyć ciało i porozmawiać z pułkownikiem. To jest tylko propozycja. Pozostaje mi tylko zapytać: "czy ktoś ma jakieś zastrzeżenia?"

    OdpowiedzUsuń
  9. (Ponieważ autorka Michała poprosiła o wykluczenie jej z eventu z pewnych względów, nowa kolejka przedstawia się tak: Weronika - Curt - Alexander - Martin - Otto - Matthias. Michał i nowa autorka mogą do nas dołączyć później, jeśli zechcąz a teraz czas na wypowiedź MG!)

    Wobec nagłego przypływu energii Römmela Haeften rozdzielił zadania. Matthias i Martin od razu pojechali na miejsce, przydzielono im szofera. Dozorca nie miał o niczym pojęcia; pułkownikowa była domatorką, po śmierci syna pod Woroneżem całkowicie się załamała. Nikt jej nie odwiedzał, nikt nic nie widział ani nie słyszał. Dozorca odważył się nawet zasugerować, że pani von Malzahn mogła być...obłąkana. Matthiasowi udało się znaleźć drugi szyfrogram w sypialni pułkownika, on sam nie mógł jednak udzielić pomocy, gdyż wysłano go na front dzień przed morderstwem. Znaleziono też czyjeś odciski palców na szyi ofiary. Alexander Stauffenberg dostał zadanie przesłuchania służby Malzahnów i siostry frau Regine; uzyskał min. nazwisko domniemanego kochanka pułkownikowej - Johanna, żołnierza spod rozkazów Ottona Wartenburga. Jeśli chodzi o naszego pisarza, mogła go zdziwić informacja, że w biurku Regine znaleziono "Karten aus Dortmund" z plamami jego krwi. W tym czasie Weronika, jako łączniczka, przekazała stosowny meldunek "na górę". Przesłuchanie Rycherta nie dało nic, ale po obadaniu terenu Forststrasse 18 Weronika odkryła fragment futra - tego samego, co u denatki - i odciski palców mogące należeć do osoby, która dzwoniła. Szybko okazało się, że należą one do...Magdy Kehl!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeszukanie praktycznie nic nie dało. No może oprócz książki „Karten aus Dortmund”. Znowu nastąpiło zgromadzenie, na którym należało przedstawić wszystkie fakty.
    - Więc…- zacząłem nieco koślawo- W mieszkaniu pułkownikowej, jedyne co było warte uwagi to książka- „Karten aus Dortmund” i drugi szyfrogram. Dziwi mnie to, tym bardziej, że o ile pamiętam to autor powieści jest obecny w tym pomieszczeniu.- spojrzałem na Otta- Ale ja nic nie sugeruję. Wspomnę jeszcze tylko, że ta książka miała plamy krwi. Krwi Johanna z grupy Wartenburga .- powiedziałem niemalże na jednym wydechu.- Jeśli chodzi o dozorcę to ośmielił zasugerować, iż pani pułkownikowa…- zamyśliłem się na chwilę, jakby to łagodnie ująć.- Iż pani pułkownikowa była domatorką załamaną po śmierci syna. Nie powiedział tego co prawda w taki sposób, ale wolałbym nie cytować jego wypowiedzi.
    - Jeśli chodzi o mnie to, nie podoba mi się to wszystko. Jednak teraz nie powinniśmy mieć wątpliwości, że było to przemyślane morderstwo.- skorzystałem z tego, że nie było Haeftena. Jakoś taki mam okropny nawyk, że mówię to co myślę. Nie zawsze, ale jednak częściej niż bym tego chciał. – A u was? Jak wygląda sytuacja? Czy ktoś znalazł jakieś dowody świadczące przeciwko komuś kogo nie ma w tym pokoju?- dopytywałem. Przyznam szczerze, że Artur Conan Doyle nie wymyśliłby lepszej sprawy dla Holmesa.- Bo jeśli mamy sugerować się książką to za winnego można by uznać Wartenburga.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jako, że event trwa dość długo i przez ten czas zdążyłam się poumawiać na różne powiązania, zmieniam troszkę sytuację mojej postaci, żeby nie była sprzeczna z wątkami. W swoim pierwszym komentarzu wspomniałam, że Otto nie kojarzy nikogo z zebranych. Zgodnie z powiązaniami kojarzy Martina - aczkolwiek ostatni raz widzieli się koło 1936 r (założyłam, że event jest po naszym powiązaniu ale przed wątkiem), więc mogli się trochę zmienić z wyglądu, zachowania, sposobu bycia, mogą nie być pewni swoich reakcji itd. Otto nie zna Matthiasa, Alexandra też nie. Z "drugiego zespołu" zna Michała, Weroniki jeszcze nie spotkał. Jeżeli komuś taki układ przeszkadza, wystarczy napisać ;)]

    - No to nie sugeruj - westchnął, nie tyle ze złością, co z rezygnacją. - Regine dostała ode mnie egzemplarz autorski, szmat czasu temu. Prawie się nie znaliśmy - wyjaśnił. Przez chwilę milczał, jakby się zastanawiając, potem zwrócił się do Matthiasa:
    - Panie Sturmbannfuhrer, co z szyfrogramami? Tym pierwszym i tym znalezionym w domu Malzahnów? Wydaje mi się, że moja książka mogła posłużyć za klucz. Regine lubiła łamigłówki, a zauważyłem, że kilka pierwszych stron było miększe, bardziej zużyte, niż następne. Jeżeli zadała sobie trud, by zaszyfrować wiadomość, zamiast zapisać ją normalnie, musiała podejrzewać kogoś... musiała uważać, że ktoś chciałby tę wiadomość przechwycić. Myślę, że właśnie dlatego nie użyłaby jako klucza bardziej znanej książki. Bo jestem niemal pewien, że szyfrogram należał albo do niej, albo do jej męża. Gdybym był na miejscu dowództwa Abwehry, sprawdziłbym naszych kryptologów. Któryś z nich mógł wcześniej kontaktować się z Regine albo jej mężem. - Ale nie był, więc mógł co najwyżej podzielić się spostrzeżeniami, decyzje nie należały do niego.

    ~ Otto

    OdpowiedzUsuń
  13. Co z szyfrogramami...Inteligentne pytanie, widać, że Wartenburg myśli logicznie. Szkoda tylko, że jego ojciec nie kieruje się tą samą logiką. Gryzę wargę w nagłym zniechęceniu do całej sprawy, cała moja krępa, mrukliwa postać wyraża sobą jedno: a idźcie wy wszyscy w długą i jak najdalej ode mnie, skurwysyny. Miałem błogą nadzieję na to, że mi się uda umówić z Ingą Ring na wieczór, ale dupa, bo wyjechała, a frau Rossberg odmówiła wspólnego picia wina w moim domu...Co za cholerny pech!
    -Owszem, panie Gefreiter, miło mi, że przynajmniej pan zachowuje szacunek wobec ludzi Rzeszy-czemu mówiąc to, patrzę tak wymownie na Martina? No tak, bo przecież ludzie szanujący osoby zaharowane na cześć wodza nie szpiegują ich, gdy jadą na jakieś polskie zadupie! Wzdycham. Rzucam na stół cztery kartki. Szyfrogram jeden, drugi plus ich rozkodowane kopie. Nie jest to może mistrzostwo świata, załatwiałem to z pomocą Stauffenberga, ale przynajmniej coś mamy.
    -Pozwolę sobie odczytać szyfrogram pierwszy: "Wiedzą o nas. To koniec. Przegraliśmy sprawę Niemiec, ale nadejdzie kolejna batalia. Jeśli znajdziesz czas, odwiedź jego grób. Pamiętaj, znajdź Anette". Jak widzicie, wykorzystano tu czcionkę drukarską i imię głównej bohaterki z powieści Wartenburga. - robię chwilę przerwy. Zapalam świecę, ponieważ robi się dość ciemno. Niewielki, obity masą dźwiękoszczelną pokój w siedzibie gestapo i bez tego jest paskudny. -Drugi szyfrogram, rozszyfrowany do połowy, mówi o zabiciu Melitty Schenk-Stauffenberg, żony obecnego tutaj mego kuzyna Alexandra. Mówi także o Johannie i o tym, jakoby ktoś, bliżej niesprecyzowany ktoś, miał mu to zlecić. Jest też dużo aluzji do życia prywatnego Malzahnów, tak przynajmniej zgaduję. Ogółem drugi szyfrogram wygląda, jakby był pisany pod wpływem silnych halucynacji...
    Wzdycham z niechęcią. Kartki wydają się żółte, brzydkie, niepotrzebne - jak ludzie, którzy oddają się Fuhrerowi na całego, tak na ślepo, w zaufaniu.
    Zaufanie...Porzucam wszelką nadzieję, jeśli o nie chodzi, jak powiedziałby ten stary piernik Alighieri. Wstaję, przeciągając się leniwie. Mogę przypominać teraz grubego, żółto-czarnego kota.
    -Alexander, twoja kolej.-wzdycham z niechęcią. -Macie coś konkretnego?

    OdpowiedzUsuń
  14. Część I:
    -Niewiele, ale zawsze coś -hrabia Schenk zgasił niedbale eleganckiego papierosa.
    -Określenie hauptmanna Rommela było dość...eufemistyczne. Pułkownikowa von Malzahn zwariowała po śmierci syna i nikt, kto znał ją osobiście, w to nie wątpi. Siostra jej, Kathrin von Reuter, stwierdziła, że pułkownikowa romansowała z pańskim żołnierzem, Wartenburg. Poza tym odnalazłem jeszcze sporo innych poszlak.
    Uczynił dramatyczną przerwę, rozkoszując się irytacją na twarzy Matthiasa, zdziwieniem widocznym u pozostałych oraz ewidentnym znudzeniem całą sprawą Wernitza. Ach, słodki smak triumfu!
    -Daj spokój-westchnął, mając nadzieję, że przynajmniej raz Martin nie będzie dogryzać jego kuzynowi i że obędzie się bez zbędnych sprzeczek. Zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, objaśnić owe poszlaki, do środka weszła jego sekretarka. Tym razem nie była to Weronika Strzelecka; zastępowała ją niska, myszowata brunetka z wiecznie wystraszonym wyrazem twarzy, Polka z jakiejś tam wsi pod Warszawą, której imienia Alexander nawet nie trudził się zapamiętać. Napełniła stojące na stole kieliszki koniakiem, po czym odważyła się odezwać. Miała cienki, niepewny głos uczennicy.
    - Herr Graf, Herr Sturmbannfuhrer, przyprowadzili świadków w sprawie RSHA IV A2 i chcą aresztować tego żołnierza z grupy Gefreitera Wartenburga, ale potrzebna im pańska zgo...
    -To wystarczy-autorytatywny, szorstki ton Stauffenberga przerwał przemowę. Dziewczyna trzęsła się ze strachu tak, że omal nie wylała koniaku na stojącego obok niej Wartenburga. -Proszę im powiedzieć, by wprowadzili tu świadków po kolei. -rozkazał szorstko blondyn. Myszowata sekretarka wybiegła z pokoju z wyraźną ulgą. Zza domkniętych szczelnie drzwi dobiegały odgłosy rozmowy, tupanie nóg feldweblów strzegących więźniów. Po chwili wprowadzono kolejno: kamerdynera Malzahnów, wystraszoną pokojówkę o austriackim akcencie, młodą kobietę w zaawansowanej ciąży - sąsiadkę pułkownikowej i jej męża. Kamerdyner, Erich Fromm, mówił oszczędnie. Śmierć panicza Felixa była naprawdę tragedią, o, niezmierną tragedią! O ile wiedział, jaśnie pani nigdy się po tym nie podniosła - w końcu to jedynak, nic dziwnego. Sam stracił syna na froncie, rozumiał więc głęboki i nieukojony ból matki. Czy pułkownikowa wychodziła? Nie, nigdy, nie miał też pojęcia o jakichś romansach. Uważał ją za dobrą pracodawczynię, choć teraz, gdy o tym myśli...
    Kamerdyner - mocno już szpakowaty mężczyzna o sumiastym wąsie, odziany w czarne ubranie i trzymający się z godnością starego sługi, który wie, gdzie jest jego miejsce - zawahał się. Kiedy teraz o tym myśli, to trafił się pewien nietypowy list, o...o nieba, to właśnie ten! Tak, dokładnie w tę kopertę był zaklejony, doskonale ją pamięta, bo zdziwiło go, że jaśnie pani użyła papeterii po zmarłym paniczu zamiast swojej własnej - było to dziwne, gdyż rzeczy panicza Felixa nie wolno było
    ruszać pod najsurowszymi karami. Nie, bez wątpienia się nie omylił. Nie rozpoznał Johanna ze zdjęcia, które mu okazano; o ile mu było wiadomo, takiego mężczyzny nigdy nie przyjmowano w jego domu. Pamiętał natomiast herr Gefreitera, bo przed wojną regularnie obsługiwał jego szanownych rodziców na obiadach w wiejskiej posiadłości Malzahnów nad Menem. Czy kojarzył kogoś jeszcze? Zdecydowanie nie...chociaż oczywiście pan hrabia Schenk był u nich tylko raz, ale towarzyszyła mu wtedy tylko sekretarka, fraulein Liselotta Rossberg. Nie towarzyszyła mu wtedy żona, tego był pewien, a na dowód swej pewności okazał nawet listę gości zaproszonych tamtego wieczoru - po analizie Alexander stwierdził bez zaskoczenia, że istotnie nie ma na tej liście Melitty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część II:
      Po zadaniu jeszcze kilku pytań banknot przeszedł z rąk do rąk i Erich Fromm, wciąż pełen eleganckiej godności, opuścił pomieszczenie. Kolej przyszła na pokojówkę z Austrii; Agatha Eisenau miała zaledwie dwadzieścia lat, wystraszoną wiejską twarz i niewiele rozumiała z całej sprawy.
      -Ja tam nic nie wiem, proszę łaski pana-mamrotała, zakrywając się fartuchem od spranej, spłowiałej sukni.-Ja nic nie wiem. Nijakiego Johanna u nas nie było. Jedynie państwo Wartenburgowie przed wojną przyjeżdżali i młody pan Wartenburg, ale bez żony i córki wtedy...I hrabia von Stauffenberg był u nas z tą lafiryndowatą sekretarką, tą Rossberg, ale nikogo więcej.
      Alexander zachichotał. Określenie Weroniki "lafiryndą" pasowało mu bardzo ciekawie do całej sytuacji, musi jej to powtórzyć, gdy przyjedzie do niego do Stauffen Berg. Wrócił do zadawania pytań. Zeznania Agathy pokrywały się w szczegółach z tym, co mówił kamerdyner; ona także nie rozpoznała Johanna.
      Wprowadzona krótko po nich sąsiadka, kobieta o brązowych włosach, odziana w za duży na nią płaszcz, wydawała się być chętna do współpracy.
      -A więc, frau Adler...Susanne von Adler, de domo Altdorf, lat 23, zamężna.-Alexander przeczytał dane, które doręczono mu na karteczce, i uśmiechnął się do brunetki. Młoda kobieta odpowiedziała uśmiechem i złożyła dłonie na swoim brzuszku, bardzo już w tej chwili widocznym. -Co może nam pani powiedzieć o sprawie?
      -Byłam pewnego rodzaju przyjaciółką Regine, jeśli o mnie chodzi, natomiast mąż mój...-Susanne uśmiechnęła się delikatnie - Można go nazwać najlepszym przyjacielem Felixa z wojska.
      -O ile mi wiadomo, pani mąż, kapitan Adler, nadal przebywa na froncie i pod Woroneżem próbował ratować zmarłego...
      -Zgadza się. Próbował mu udzielać pomocy, zabrał go nawet do szpitala polowego, ale Felix zmarł w drodze-westchnęła Susanne.-Pamiętam, że kiedy Regine otrzymała list z zawiadomieniem, zemdlała. Był to jedyny raz, kiedy tak...wybuchła. Nigdy potem nie płakała, nic nie mówiła...
      Westchnęła, po czym delikatnie splotła dłonie z rezygnacją słodkiej Madonny. Alexander nalał dziewczynie nieco wody, namyślając się, o co teraz spytać.
      -A...Jeśli wolno mi spytać, czy Regine zwierzała się pani z czegoś? Pytała panią o coś?
      - O, tak. Opowiedziała mi o tym młodym chłopaku, w którym się zadurzyła, ja wybijałam jej to z głowy...Miała...niedorzeczne pomysły: rozwód, wyjazd do Francji, wspólne życie, chciała nawet zajść z nim w ciążę. Perswadowałam jej to, uważam bowiem, że w tych czasach romanse...są zgubne.
      Po spokojnej, delikatnej twarzy dziewczyny i trosce w jej głosie Alexander wywnioskował, że Susanne von Adler naprawdę zależało na sprawie.
      - Chciałam pójść z tym do kogokolwiek. Do obecnego tu pana Wartenburga, do pana, hrabio, do jej męża. Planowali ucieczkę, ale i...wykradli coś ważnego. Wiem przy tym, że Regine...och, nie wiem, jak to nazwać...
      -Obracała się w podejrzanych kręgach?-zasugerował Stauffenberg, siadając na pierwszym lepszym krześle. Czerwona suknia pani Adler w świetle świecy była...intensywna. Jak krew na zwłokach pułkownikowej.
      -Otóż to. Obracała się w bardzo podejrzanym środowisku, dostawała listy, korespondowała...Chociaż nigdy nie wychodziła z domu, dla Johanna znajdowała czas. Spotykali się w parku niedaleko Forststrasse, późną nocą. Wiem o tym, ponieważ Regine opowiadała mi o ich spotkaniach, prosiła, bym się przyłączyła i pomagała im w sprawie "prawdziwej Rzeszy".
      Dalsze przesłuchanie młodej kobiety, niestety, nie dało nic; Susanne nie mogła podzielić się z nimi niczym więcej. Alexandrowi nie wydawało się, by sąsiadka kłamała. Jeśli Regine była skryta, nie musiała zwierzać się przyjaciółce z niemal wszystkiego, ale część schadzek i informacji od Johanna mogła jej "przekazać", może chciała podzielić się z nią swym szczęściem.
      Po wyjściu kobiety popatrzył wyczekująco na pozostałych. Miał nadzieję, że jakoś to skomentują, może też wysnują jakieś wnioski, które pomogą rozwikłać tę cholerną zagadkę.

      Usuń
  15. Weronika postanowiła spotkać się z Magdą Kehl lub z jej mężem. Skoro odciski należały do niej, potwierdzono to oficjalnie, może uda jej się cokolwiek z tego wyciągnąć. Naprawdę lubiła Kehlów i nie chciała, by jej dobrzy znajomi skończyli w więzieniach, na Pawiaku czy w obozie - nie mówiąc już o tym, że mimo swego pochodzenia Kurt przysłużył się Polsce. Tej prawdziwej, królewskiej, ukrytej w podziemiach Polsce, o której wszyscy śnili każdej nocy.
    Wróciła do domu, porozmawiała chwilę z mężem. Napisała kolejny list do siostry, wiedząc, że i tak albo nie dotrze, albo zostanie spalony przez bezwzględnych kapo sprawdzających pocztę. Zerknęła na stary zegar z melancholijną kukułką; do wieczornego spotkania zostało jeszcze kilka godzin. Miała czas.
    -Cóż za dziwna sprawa-mruknęła sama do siebie, całując Sebastiena w czoło. Chłopczyk z całą dziecinną powagą ssał palec i przypatrywał się matce, jeszcze nic nie rozumiejąc. Czy, gdy dorośnie i jego kraj się odrodzi, będzie chciał iść ich śladami?
    Zadzwoniła do domu Kehlów i umówiła się na spotkanie. Ubrała się w to, co miała najlepszego, a następnie - już jako Inga Ring, prostytutka zamówiona przez pozornie praworządnego i bogobojnego męża - wyruszyła w drogę.
    ***
    Przed siedzibą gestapo zatrzymała się kolumna ciężarówek z kolejnymi więźniami, zapewne z łapanki. Niewielki samochodzik, jeszcze przedwojenny i niezbyt wysokiej marki (dało się to stwierdzić po straszliwym szczekaniu silnika), mieścił w sobie grupę młodych mężczyzn i broń. Inny samochód, zaparkowany blisko, zawierał rzekomych oficerów oraz benzynę, przeznaczoną podobno do tankowania. Rzekomość tego przeznaczenia szybko się jednak wydała, gdy padły pierwsze strzały. Mężczyźni w samochodach to Polacy; nie mają jednak na sobie żadnych oznak wskazujących na przynależność do AK, NSZ czy jakiejkolwiek znanej ogółowi niemieckiemu i polskiemu formacji wojska polskiego. Część z nich ma na sobie mundury skradzione z magazynów Wehrmachtu, inni mają po prostu cywilne ubrania i nie silą się na jakieś specjalne uzbrojenie. Odpierają ataki wroga, wyraźnie czekając, aż ktoś wyjdzie z budynku...

    OdpowiedzUsuń
  16. Usłyszałem strzały, dobiegające sprzed gmachu Gestapo. W momencie przywarłem plecami do ściany przy oknie. Po chwili uświadomiłem sobie, że gorączkowo ściskam pistolet. Było to strasznie zbyteczne i nie potrzebne. Z takiej odległości mógłbym postraszyć co najwyżej ptaki. Ostrożnie wyjrzałem przez okno. Polacy kontra Niemcy. Nic nowego, jednak dziwne było to, że strzelanina trwa w najlepsze i to przed samym nosem niemieckich służb bezpieczeństwa.
    - O co tu, kurwa, chodzi?- zapytałem kiedy na chwilę strzały umilkły. Dało mi to kilka sekund aby rozeznać się w sytuacji. Wyglądało to tak jakby czekali na kogoś. Strzelanina w centrum miasta…pod nosem Gestapo…Fischer nie będzie zadowolony…a walić go!
    Bez obaw podszedłem do drzwi prowadzących na puste korytarze. Zapewne kilka minut temu jeszcze chodzili nimi oficerowie bądź ich sekretarki.
    - Rommel! A ty do cholery, gdzie?- zapytał Wernitz
    - Rozeznać się.- odpowiedziałem lakonicznie.
    Po chwili dało się słyszeć stukot po posadzce moich podkutych oficerek. W ręku wciąż ściskałem swojego Walthera PPK. Dopadłem do głównych drzwi i delikatnie je otworzyłem. Zaraz po tym powietrze przeszyło kilka pocisków. Kurwa… Nie jest dobrze. Nie ma mowy abym wyściubił nos i nie padł zaraz martwy na posadzkę. Ale co mam zrobić? Krzyknąć: „Hej nie strzelajcie! Jestem polskim agentem! Abwehrę szpieguję!” No bo ja już nie wiem. Zobaczyłem idącego w moim kierunku kogoś z zebranych w sprawie pułkownikowej. Drzwi nadal były otwarte, pokazałem mu wiec ścianę.
    - Przytul się do ściany jeśli ci życie miłe!- krzyknąłem. A kilka chwil po tym rozbrzmiała kolejna seria.
    - Żyjesz?!-próbowałem przekrzyczeć kolejną wymianę ognia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wybiegając za Martinem, nie miałem pewności, czy bardziej chodzi mi o to, by go wesprzeć, gdyby ostrzał był zbyt silny, czy żeby posłać mu kulkę w plecy, gdyby nie okazał się lojalny. Brałem pod uwagę obie możliwości. Aż za dobrze pamiętałem, w jakich okolicznościach widziałem go ostatnim razem. Nie byłem pewien, co sądzą o nim Schenk, Wernitz i Anwarden; ja nie ufałem mu za grosz.
    Przywarłem plecami do gładkiej ściany po prawej stronie drzwi.
    - Żyję! – Strzelanina nieco przycichła. Przysunąłem się bliżej framugi. Zdążyłem ledwie kątem oka wyjrzeć na zewnątrz, gdy pocisk rozorał podłogę mniej niż pół metra ode mnie.
    Co jest grane?! Czemu atakują tutaj, pod samym nosem… Rykoszet zrobił dziurę w drewnianej framudze. Szybki rzut oka na zewnątrz wystarczył, by upewnić się, że Polacy nie odpuścili. Wydawało mi się, że jeden z nich, korzystając z osłony dawanej przez ogień towarzyszy, próbuje przekraść się do ciężarówki. Chciał uwolnić więźniów?
    Przyklęknąłem i, wychylając się tylko tyle, ile było konieczne, wycelowałem. Strzeliłem dwa razy, prosto w głowę tamtego.
    Nie wiem, czy trafiłem. Huk wystrzałów zagłuszał wszystko, nawet myśli. Zdążyłem skryć się z powrotem, gdy coś owalnego potoczyło się po podłodze w naszą stronę. Krople potu wystąpiły mi na czoło.
    Granat.
    Zaraz wybuchnie.
    Zdążyłem go złapać i cisnąć przez otwarte drzwi. Wybuchł w powietrzu, w locie, siekając wokół deszczem odłamków. Uratowała mnie ściana, która osłoniła mnie przed większością z nich i solidna dawka parszywego szczęścia. Pioruńskie drzwi były zbyt ciężkie, by można je było zatrzasnąć jednym sprawnym ruchem, a przebywanie w polu rażenia dłużej równałoby się samobójstwu, więc nawet nie próbowałem.
    Obejrzałem się na Martina. Chyba oberwał.
    - Rommel, co z tobą? Jesteś cały? - Przysunąłem się bliżej niego, cały czas trzymając w pogotowiu broń.

    ~ Otto

    OdpowiedzUsuń
  18. -Gött im Himmel, Alex, miałeś rację!-wydzieram się wniebogłosy, pędząc korytarzem. Po drodze zauważam granat; na całe szczęście Wartenburg zareagował w miarę sprawnie. Wyciągam swój pistolet i przeładowuję go z uwagą. Jeśli się zatnie w nieodpowiednim momencie, będzie kiepsko. Kazałem Wernitzowi zostać z papierami w pomieszczeniu, jeśli Alexander za mną pobiegł...W sumie nic to nie zmienia, nawet lepiej...
    -Chcą nas stąd wypłoszyć! Nie wychodzimy!-staram się przekrzyczeć ogień. Skąd wiem, że to o nas chodzi? Ano stąd, że po pierwsze: Polacken nie są głupi i nie atakowaliby nas w mundurach Wehrmachtu, tylko w swojej frakcji, po drugie: gdyby chodziło tylko o więźniów, zaatakowaliby ciężarówkę wcześniej, już w trakcie przejazdu. Nie osłaniam ani Wartenburga, ani tego Wasser-Martina, nie obchodzi mnie ich los. Jedyną osobą, którą chciałbym chronić, jest kuzynek konspirator. biorąc pod uwagę Krzyżową, mógłbym mówić, że to ich akcja, ale organizacja nie jest szalona. Schlabrendorfa poza tym nie ma, a bez niego nie podjęliby samobójczej decyzji. Ergo, chodzi tu o...Ze zdziwieniem zauważam Bastiana von Gessner w szeregach zdrajców. Nie, to na pewno Gessner, do tego z innym głosem niż ten, którego spotkałem na przyjęciu...Ale...
    -Wydaje mi się, że to mogą być osoby, dla których pracowała pułkownikowa!-brawo Matthias, uczyniłeś uwagę w porę. Odwracam się; Kehl i Wernitz są w pokoju, pilnują dokumentów, Stauffenberg dobiegł do ściany, blady jak trup.
    -Tylko pan racz nie rzygać, panie hrabio-proszę go z ironią, strzelając zza futryny w głowę ich szofera. Nie wiem, czy trafiłem, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  19. W istocie, hrabia Stauffenberg naraził swój szanowny tyłek, swoje pięćdziesiąt wieków wspaniałej i arystokratycznej przeszłości, nieposzlakowane nazwisko starej gwardii tylko po to, by zostawić papiery pod opieką Curta i Wernitza...
    -Daruj sobie, Matt-mruknął z niezadowoleniem blondyn, odbezpieczając z hałasem swoją broń. W ręce dzierżył znalezionego po drodze Mausera. Nacisnął spust, celując w mężczyznę odzianego w cywilne ubrania, wydającego się rozkazywać żołnierzom. Nie był pewien, czy trafił: w powietrzu wciąż unosił się dym. -Miło, że potrafisz stwierdzać, że coś ci się WYDAJE.
    Spojrzał na ciężarówkę i ludzi. Ilu tam mogło być więźniów? Z pięćdziesięciu? Same nieważne płotki, chyba że przypadkiem Geheimestaatspolizei natrafiło na jakąś specjalnie grubą rybę...!
    Strzały oddane przez Ottona trafiły w cel; Alexander chybił. Tajemniczy napastnicy rozproszyli się, rozumiejąc, że nic tu nie wskórają - udało im się jednak przejąć ciężarówkę z więźniami i odjechać w siną dal. Na placu boju pozostało jednak kilku zabitych i dwóch rannych mężczyzn w cywilu; obaj mówią po niemiecku. Nie rozumieją ani słowa z tego, co mówią do nich po polsku gestapowcy; są to starszy, siwowłosy mężczyzna w wieku ok. 60 lat, wysportowany i silny, z tatuażem SS-u i jego syn, zgrabny młodzieniec. Możecie uratować tylko jednego z nich - wybór ten będzie miał znaczący wpływ na fabułę i pozwoli szybko zakończyć event. Proszę, aby podejmować decyzję rozważnie, tak, jak zrobiłyby to wasze postacie: zastrzelenie NPC'ów oczywiście wchodzi w grę, ale wiąże się z negatywnymi konsekwencjami dla mordercy w zakończeniu eventu :>
    Proszę również o jak najszybsze odpisywanie!

    OdpowiedzUsuń
  20. [Pytanie natury organizacyjnej: mamy podjąć decyzję w tekstach fabularnych, czy tylko napisać jako autorzy "decydujemy się ratować pana X"? Fabularnie nie mamy czasu na zastanowienie, decyzja ma być błyskawiczna, czy dobrze rozumiem? Pytam, bo jeżeli tak, to wypadałoby się skrzyknąć na GG i napisać następny komentarz razem, żeby nie wyszło, że każdy zdecyduje co innego.
    Plus nie wiem, jak innym, mi przydałoby się więcej informacji na temat okoliczności tego wyboru - tzn. co dokładnie dzieje się wokół.
    Przepraszam, że znowu zawracam gitarę.]

    ~ Otto

    OdpowiedzUsuń